Prawdopodobnie od początku swojego powstania klasztor żukowski rozpoczął prowadzenie działalności edukacyjne. Poza nauczaniem wstępujących do niego nowicjuszek, tutejsze mniszki prowadziły także dwie szkoły świeckie: dla chłopców oraz dziewczynek. Nauczycielami w szkole dla chłopców byli wynajęci nauczyciele i ambicją klasztoru było by wśród jej wychowanków byli również kandydaci do stanu duchownego.
Nauczycielkami dziewcząt były natomiast same norbertanki. Szkoła ta znajdowała się na terenie klasztoru i miała formę szkoły z internatem. Jej uczennice niekiedy, po zakończeniu edukacji, decydowały się wstąpić do klasztoru żukowskiego. Nie było jednak takiego obowiązku. Co więcej szkoła ta przyjmowała nie tylko katoliczki, ale także protestantki. Tylko tu i w klasztorze w Żarnowcu młode mieszkanki Pomorza mogły uczyć się czytać, pisać, liczyć, a także poznać inne języki. Uczono je też szeregu praktycznych umiejętności w zakresie życia codziennego jak gotowanie, sprzątanie, pięgnowanie ogrodu, opieka nad zwierzętami hodowlanymi, czy wykonywanie tkanin, a także co najciekawsze poznawały tajniki haftu, czyli umiejętności z której słynął klasztor żukowski. Większość rodziców opłacała pobyt córki w klasztornej szkole. Każdorazowo klasztor kształcił jednak również bezpłatnie pewną grupę dziewcząt pochodzących z rodzin uboższych.
Dziewczęta przebywały w tej szkole przez kilka lat, a potem najczęściej wychodziły za mąż. Niektóre, dzięki protekcji norbertanek, dostępowały nawet wielkich zaszczytów i można powiedzieć według obecnych kryteriów, że "robiły karierę". Przykładem niech będzie Zuzanna corka Joachima Pastoriusa, która z polecenia przeoryszy Zakrzewskiej została damą dworu polskiej królowej Eleonory Habsburżanki, żony króla Michała Korybuta Wiśniowieckiego.
Zdarzało się także, że byłe uczennice odwiedzały swoją dawną szkołę, a więc musiały zachować o niej dobre wspomnienia. Przykładowo, w 1635 roku sekretarz poselstwa francuskiego Charles Ogier, był świadkiem w odwiedziny do norbertanek przyjechały siostry de Neri z Gdańska. Norbertanki bardzo zresztą dbały o powierzone im dziewczynki. W czasie ich pobytu w szkole klasztornek nie tylko się uczyły. Organizowano im również kilka razy do roku zabawy i uczty, a latem także spacery po okolicy, a na terenie ogrodów klasztornych wybudowano dla uczennic altanki zwane "chłodnicami".